Od małej kuźni do Unicorn Delta
Wszystko zaczęło się w 1961 roku w Gietrzwałdzie. W niewielkim warsztacie kowalskim Jan założył firmę NOWI. Zanim pojawiły się nowoczesne maszyny, malowanie proszkowe i dzisiejsze możliwości obróbki metalu, były kowadło, ciężka praca i fach w rękach.
Trzy pokolenia. Jeden fach.
Początki były proste – podkuwanie koni, naprawa kół, a z czasem pierwsze regały wykonywane dla sklepów. Firma rosła, zmieniała się i podejmowała coraz większe wyzwania.
W 1986 roku do Jana dołączył jego syn Andrzej. Przez kolejne lata jednym z głównych filarów działalności stała się produkcja pieców KADAM, a później własnych pieców węglowych. Po drodze firma przeniosła się najpierw do Olsztyna, a następnie do Dywit, gdzie działamy do dziś.
Nowy rozdział
W 2021 roku prowadzenie rodzinnej firmy przejął Filip – wnuk Jana. Wraz z nowym pokoleniem przyszedł czas na kolejny etap: rozwój malowania proszkowego, piaskowania, spawalnictwa, nowych technologii i coraz bardziej indywidualnych realizacji.
Jan odszedł w 2026 roku, ale zostawił po sobie znacznie więcej niż firmę. Wiedzę, podejście do pracy i zamiłowanie do metalu, które przeszło na kolejne pokolenia.




Czterech ludzi. Jedna ekipa.
Unicorn Delta to nie tylko maszyny, stal i warsztat. To przede wszystkim czterech ludzi, z których każdy ma swoją specjalność i dokłada coś od siebie do każdej realizacji.
Filip trzyma rękę na całości – od pierwszej rozmowy z klientem, przez wycenę i projekt, aż po pilnowanie procesu. Kiedy trzeba, sam zakłada rękawice, maluje, projektuje albo znika przy kolejnym pomyśle z Metal ART.
Andrzej odpowiada za piaskowanie i wnosi do firmy doświadczenie poprzedniego pokolenia.
Jeden najlepiej czuje się ze spawarką w ręku, drugi przy malowaniu proszkowym.
Jak trzeba coś zrobić, to się da.

Nie jesteśmy ekipą, która przy pierwszym nietypowym pomyśle mówi: „tego się nie robi”.
Najpierw kombinujemy.
Czasami rozwiązanie jest proste, czasami trzeba usiąść, pomyśleć i podejść do tematu zupełnie inaczej. Lubimy takie realizacje, bo właśnie wtedy można pokazać, co naprawdę potrafimy.
Na warsztacie jest muzyka, są żarty, czasami nawet śpiewanie. Ale kiedy przychodzi moment, w którym trzeba się skupić – każdy wie, co ma robić.
Nie tworzymy sztucznego dystansu. Możesz przyjść z gotowym projektem albo powiedzieć: „Mam taki trochę dziwny pomysł…”. Pogadamy, doradzimy, pokażemy swoją wersję i wspólnie znajdziemy najlepsze rozwiązanie.
Bo u nas można czuć się jak wśród starych znajomych.
Tylko robotę traktujemy całkiem serio.
Od dzieciaka kręciłem się po warsztacie. Zamiast gotowych produktów bardziej interesował mnie złom, który zostawał po produkcji. Kawałki blachy, stali, różne elementy – patrzyłem na nie i zastanawiałem się, co jeszcze można z nich zrobić.
Duży wpływ miał na mnie mój dziadek, Jan. To on pokazał mi swoją ukochaną tokarkę, uczył podstaw pracy z metalem, ale przede wszystkim przekazał mi podejście do tego fachu. Dzisiaj jestem mu za to cholernie wdzięczny.
W 2021 roku przejąłem rodzinną firmę. Nie będę mówił, że od pierwszego dnia miałem wielki plan rozpisany na kolejne dziesięć lat. Chciałem ją prowadzić, a życie po prostu potoczyło się tak, że przyszedł mój czas.
W 2026 roku rozpocząłem kolejny rozdział – Unicorn Delta. Razem z nim powstał również Metal ART, czyli najbardziej osobista część tego, co robię.
Metal ART to kawałek mnie.
Z metalem potrafię się dogadać.

Nie zaczęło się od biznesplanu
Zaczęło się od zamiłowania do metalu i potrzeby tworzenia.
Pierwszy był metalowy kwiat. Później pojawiły się kolejne pomysły i świadomość, że metal nie musi być tylko częścią bramy, konstrukcji czy maszyny. Może być czymś, przez co jestem w stanie wyrazić siebie.
Najczęściej projekt zaczyna się w mojej głowie. Widzę coś, zaczynam kombinować, zmieniać, próbować. Czasem po drodze koncepcja zmienia się kilka razy, ale właśnie to lubię najbardziej – obserwować, jak zwykły kawałek stali zaczyna nabierać charakteru.
Nie chodzi mi tylko o to, żeby coś wykonać. Chcę spojrzeć na gotową rzecz i pomyśleć:
„Ale to jest zajebiste.”
Wtedy wiem, że jest gotowa.
A projekt, który cały czas siedzi mi w głowie?
Dwumetrowy jednorożec z metalu.
W końcu nazwa Unicorn Delta do czegoś zobowiązuje.
Najbardziej kocham metal za to, że potrafię się z nim dogadać i zrobić z niego coś pięknego.
— Filip
